Kiedy lekarz już do nas podchodził w kieszeni zaczął dzwonić mi telefon.
- Kto to może być ? - Powiedziałam do Tomka, patrząc na niego dziwnym wzrokiem. Numer był nieznany.
-Pójdę odebrać, a ty pogadaj z lekarzem. - Tomek kiwną głową, a ja odeszłam kawałek .
U Tomka:
-Pana dziewczyna jest już w dobrym stanie. Jeszcze kilka badań i może ją pan odebrać zajmie to około godziny. - Powiedział do mnie lekarz.
-Dobrze dziękuje. Ale to nie jest moja dziewczyna.
-Nie ? To przepraszam... Po prostu stwierdziłem to po tym jak pan się świetnie nią zajmuje. - Cały się zaczerwieniłem, nie wiem czemu. Basia była ładna i fajna, ale to tylko moja przyjaciółka, do Madzi czuje coś więcej.
-A tak miedzy nami mógł bym autograf dla córki ? - Zgodziłem się, dałem mu autograf i po chwili przyszła Madzia.
-No cześć, dzwonili z banku. Takie tam głupoty. I co z Basią?
-Wszystko okey. Za godzinę będzie mogła wyjść.
-To dobrze jestem strasznie zmęczona. - Powiedziała wtulając się we mnie i zasypiając. A ja cały czas myślałem o tym co powiedział lekarz. Po dziesięciu minutach Madzia się obudziła, wzięła od mnie kluczyki i pojechała do domu zabrać kilka rzeczy moich, swoich i Basi oraz przy okazji wziąść szybki prysznic. Magdy nadal nie było, zobaczyłem jak Basia wychodzi już z sali badań. Korytarz był cały pusty, a w recepcji siedział tylko tłusty facet który prawie usypiał.
-Przepraszam was. - Powiedziała, z smutkiem w oczach, siadając obok mnie.
-Nic się nie stało nie przejmuj się już tym.
-Gdzie jest Magda ? - Spytała spuszczając głowę w dół. Miałem przez chwilę wrażenie, że łza spływa jej na podłogę. Powiedziałem że pojechała do domu po kilka rzeczy. Wyprostowała się i oparła głowę o ścianę.
-Dziękuje, za to że kiedy was potrzebowałam byliście przy mnie. - Nastała cisza, spojrzała się głęboko w moje oczy i wtedy była moja i jej chwila słabości, po prostu pocałowaliśmy się, szybko odpychając.
-Przepraszam. - Powiedziałem
-Nie to ja przepraszam. Jesteśmy bardzo zmęczeni, a mi po prostu brakuje Wojtka. - Po tych słowach siedzieliśmy cały czas cicho czekając na Magdę. Kiedy już przyjechała, pojechaliśmy na lotnisko. Całe Afro już było pousadzane w samolocie, siedliśmy na swoich miejscach i pousypialiśmy. Przed nami jeszcze cztery godziny drogi i witaj NYC.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz