**********
Noc z Tomsonem była cudowna. Niestety kiedy się obudziłam jego nie było już w łóżku, zapewne poszedł na miasto. Więc sama postanowiłam, że też tam pojadę zrobić jakieś zakupy, może się spotkamy. Kiedy otwierałam już drzwi usłyszałam wrzask.
-Stóóóóóój !! - Krzyknęła Basia na pół hotelu po chwili pytając gdzie idę.
-Zamierzam iść na miasto po jakieś zakupy.
-To czekaj na mnie pojadę z tobą. - Kiwnęłam głową i chwilę na nią poczekałam. Po udanych zakupach wracałyśmy taxówką do hotelu, z myślą że dziś trzeba będzie się powoli pakować bo Wojtek wychodzi jutro ze szpitala. Będąc już w hotelu, na moim łóżku znów zobaczyłam kolejną karteczkę. " Spotkamy się dziś w restauracjii na Bearstreet ? Będę czekał o godzinie 20:00 ". Kiedy przeczytałam karteczkę uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
-Chyba Tomek lubi bawić się w te karteczki - Powiedziałam do Basi, po chwili wybuchając śmiechem. Pomyślałam sobie, że to może jakaś kolacja po zaręczynowa więc szybko się naszykowałam bo do 20:00 zostało mało czasu, kiedy byłam już gotowa wyszłam z hotelu. Zorientowałam się, że ulica którą podał Tomek w liście jest niedaleko, więc postanowiłam, że przejdę się tam na piechotę. Idąc w stronę restauracji usłyszałam jak ktoś trąbił na mnie z sportowego samochodu. Kiedy przejeżdżał obok mnie zwolnił uchylił okno i ku mojemu zdziwieniu to był Wojtek.
-Wojtek ? Co ty tutaj robisz? miałeś wyjść ze szpitala jutro .
-Właśnie wybierałem się na randkę z Basią. A ze szpitala wypuścili mnie dziś.
-Tak?! Nic mi nie mówiła, a gdzie się spotykacie?
-Niedaleko, na ulicy Bearstreet. - Chwile pomyślałam i wybuchnęłam śmiechem.
-Eh... to dziś pomyliłeś dziewczyny zostawiając liścik na moim łóżku - Spojrzał się na mnie dziwną miną, zatrzymał samochód i walną się w czoło.
-No to fajnie... - Powiedział śmiejąc się, i otwierając mi drzwi od samochodu.
-Chodź Madziu... Mamy dziś randkę - Powiedział żartobliwie. Wsiadłam do samochodu i postanowiliśmy że pojedziemy do parku pogadać o tym co się zmieniło i co się stało nowego. Tak po przyjacielsku. Wytłumaczyłam mu, że Tomson dzień temu mi się oświadczył i myślałam że to on zostawił liścik. Rozmawialiśmy też dużo na temat Basi. Kiedy spacerowaliśmy po parku zaczęły mnie boleć nogi po szpilkach, więc zdjęłam je i trzymałam w ręce. Po drodze kupiliśmy sobie w jakimś sklepiku żelki, jakieś soczki i siedliśmy na ławce. Fajnie było pogadać z Wojtkiem o tym wszystkim.
U Tomka :
Wracałem właśnie z Supry, kupując sobie nowe buty kiedy nagle po drodze spotkałem Basię. Jak zwykle dałem jej buziaka w policzek na przywitanie i spytałem się gdzie idzie.
- Właśnie miałam zamiar pochodzić po parku i się trochę odstresować przed jutrzejszym dniem..
-No tak jutro ze szpitala wychodzi Wojtek. - Odpowiedziałem uśmiechając się. -Przejdę się z tobą. - Kiedy wchodziliśmy do parku, dałem Basi bluzę, bo najwyraźniej było widać że jest jej zimno. Spacerując w mroku zobaczyłem na ławce strasznie podobną dziewczynę do Magdy, na początku nie mogłem w to uwierzyć że to ona. Podszedłem bliżej i zobaczyłem, że to faktycznie ona, a co było dziwne siedziała na ławce z Wojtkiem, obydwoje byli ślicznie ubrani. Złapałem Basie za rękę, chowając się z nią za drzewami. Obserwowaliśmy ich cały czas, ale nic nie słyszeliśmy, kiedy po paru minutach było widać jak idą do Wojtka samochodu obejmując się w ramionach. Byłem strasznie zły tak samo jak i Basia. Zastanawiałem się co on tutaj robi. Poszliśmy od razu za nimi. Będąc już pod hotelem zobaczyliśmy że stoi tam już Wojtaka samochód. Czym prędzej weszliśmy do środka, i z hukiem weszliśmy do pokoju w którym była Magda i Wojtek.
- Macie nam coś do powiedzenia ? -Wykrzyknęła Basia. Magda przebrana była już w dresy tak samo jak i Wojtek.
-Ale o co wam się rozchodzi ? - Powiedział Wojtek który niby kompletnie nic nie wiedział.
U Magdy :
*****
-Jak to nie wiecie o co nam się rozchodzi ?! Widzieliśmy was w parku, jaką mieliście romantyczną randkę ! - Wykrzykną Tomek do Wojtka rzucając się do bójki. Na szczęście udało nam się z Basią ich rozdzielić.
-Tomek !! Uspokój się to nieporozumienie !! - Wykrzyczał Wojtek.
-Nieporozumienie ? To niby co tam robiliście, razem ? Widziałem was !! - Nie mogłam już tego znieść. Nie miałam ochoty się mu tłumaczyć, bo był po prostu zazdrosny.
- A wy ?? Czemu ona ma twoją bluzę !! I ja przynajmniej się z Wojtkiem nie całowałam, tak jak wy razem w szpitalu !! - Wykrzyczałam mu prosto w twarz, zdejmując pierścionek który po chwili rzuciłam w jego stronę. Rozpłakałam się i wybiegłam z pokoju. Oboje spojrzeli się na siebie i za pewne zastanawiali się z kąt ja to wiem.
AfroLalkowe Opowiadania xD
poniedziałek, 14 października 2013
Rozdział 18
Miną tydzień od kąt przyjechaliśmy, i kilka dni od kąt dowiedziałam się o pocałunku Basi z Tomkiem. Bo jak tak się nad tym zastanowić to nie wiem co mam nawet o tym myśleć. Wstałam, ogarnęłam się i zeszłam na śniadanie do restauracji znajdującej się w hotelu. Byłam na stołówce sama, kiedy nagle ktoś mnie przestraszył, to był oczywiście Tomas.
- Cześć, króliczku.
- Cześć, co ty dzisiaj jesteś taki szczęśliwy?
- Ja szczęśliwy.. ? Może trochę.. – Powiedział uśmiechając się i Przymierzając do pocałunku w usta. Ja jednak odwróciłam się, a on pocałował mnie w policzek.
-Co się stało?
-Nie, nic takiego… po prostu ja dziś nie mam dobrego humoru. – A tak naprawdę nie chciałam się z nim całować do póki nie dowiem się prawdy. W ciszy zjedliśmy śniadanie i rozeszliśmy się. Nie wiem gdzie poszedł Tomek ,ale ja pojechałam z Basią do szpitala załatwiać sprawy papierkowe, takie jak za ile wyjdzie Wojtek itp. Basia jeszcze pogadała chwile z Wojtkiem i postanowiła, że jednak jeszcze z nim zostanie a ja pojadę do hotelu. Gdy byłam już w pokoju zobaczyłam, że na łóżku leży prze piękna sukienka i szpilki. Podeszłam i podniosłam sukienkę zachwycając się jaka jest ładna i skąd się tu wzięła, kiedy naglę wypadł z niej liścik. Podniosłam go i zobaczyłam treść: Do Madzi, Wieczorem około godziny 20:00 spotkajmy przed mostkiem zakochanych na Beautifull street P.S. Pod sukienką zostawiam ci mały drobiazg ode mnie. XOXO.
– Heh.. to pewnie od Tomka – Powiedziałam sobie pod nosem. Podnosząc wcześniej sukienkę nawet nie zauważyłam że leżało tam pudełko z APARTA. Od razu się przestraszyłam że dużo na mnie wydał. Kiedy je otworzyłam w środku znajdywały się kolczyki i naszyjnik ze złota. Oczywiście biżuteria to klucz do serca każdej kobiety, ucieszyłam się i od razu wszystko przymierzyłam. Było oczywiście idealnie. Kiedy zbliżał się wieczór byłam już gotowa. Włosy miałam polokowane, a oczy ślicznie pomalowane. Zapowiadał się cudowny wieczór.
***********
Podjechałam taxówką na ulice która była w liście. To miejsce było cudne tak jak i jego nazwa, rzeka płynąca pod mostem na którym było zawieszone miliony kłódek zakochanych wyglądało dokładnie tak samo jak w Wenecji. Wchodząc na most i patrząc się na księżyc odbijający się w wodzie czekałam na Tomka. Poczułam jak ktoś łapię mnie w tali i odwraca całując namiętnie w usta. Coś pięknego. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Niebieskie oczy Tomka, uśmiechnęłam się i rzuciłam się mu na szyję. Przytulaliśmy się przed długi czas, szeptałam do uszu Tomka że przepraszam go za dzisiaj i już to się więcej nie powtórzy. On za to powiedział, że nie mam go za co przepraszać. Kiedy w końcu się od siebie odkleiliśmy Tomek Wyją z marynarki kłódkę i przypiął ją do mostu.
-Madzia czy chcesz być ze mną już na zawsze ? - Powiedział, kiedy chwilą wybuchnęliśmy śmiechem.
-No pewnie, że tak - Pocałował kluczyk i wrzucił go do wody. Nagle kapnęła na mnie kropla wody.
-Chodźmy już bo chyba zaraz będzie padać. - Pociągnęłam go za rękę.
-Czekaj. - Powiedział z powrotem przyciągając mnie do siebie. Klękną przed mną na kolanach i wyją z kieszeni pierścionek.
-Wyjdziesz za mnie ? - Nie wiedziałam co zrobić, odjęło mi głos.
-T..t...t..TAK!! - Świeczki stanęły mi w oczach, nałożył mi pierścionek, wstał i zaczął całować. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Lecz oczywiście zlał nas deszcz jak to zawsze jest na filmach. Tomek zdjął swój żakiet i dał mi go aby za bardzo nie zlał mnie deszcz. Po wszystkim pojechaliśmy do hotelu, a że wszyscy pojechali na dyskoteke zostaliśmy razem zupełnie sami ......
- Cześć, króliczku.
- Cześć, co ty dzisiaj jesteś taki szczęśliwy?
- Ja szczęśliwy.. ? Może trochę.. – Powiedział uśmiechając się i Przymierzając do pocałunku w usta. Ja jednak odwróciłam się, a on pocałował mnie w policzek.
-Co się stało?
-Nie, nic takiego… po prostu ja dziś nie mam dobrego humoru. – A tak naprawdę nie chciałam się z nim całować do póki nie dowiem się prawdy. W ciszy zjedliśmy śniadanie i rozeszliśmy się. Nie wiem gdzie poszedł Tomek ,ale ja pojechałam z Basią do szpitala załatwiać sprawy papierkowe, takie jak za ile wyjdzie Wojtek itp. Basia jeszcze pogadała chwile z Wojtkiem i postanowiła, że jednak jeszcze z nim zostanie a ja pojadę do hotelu. Gdy byłam już w pokoju zobaczyłam, że na łóżku leży prze piękna sukienka i szpilki. Podeszłam i podniosłam sukienkę zachwycając się jaka jest ładna i skąd się tu wzięła, kiedy naglę wypadł z niej liścik. Podniosłam go i zobaczyłam treść: Do Madzi, Wieczorem około godziny 20:00 spotkajmy przed mostkiem zakochanych na Beautifull street P.S. Pod sukienką zostawiam ci mały drobiazg ode mnie. XOXO.
– Heh.. to pewnie od Tomka – Powiedziałam sobie pod nosem. Podnosząc wcześniej sukienkę nawet nie zauważyłam że leżało tam pudełko z APARTA. Od razu się przestraszyłam że dużo na mnie wydał. Kiedy je otworzyłam w środku znajdywały się kolczyki i naszyjnik ze złota. Oczywiście biżuteria to klucz do serca każdej kobiety, ucieszyłam się i od razu wszystko przymierzyłam. Było oczywiście idealnie. Kiedy zbliżał się wieczór byłam już gotowa. Włosy miałam polokowane, a oczy ślicznie pomalowane. Zapowiadał się cudowny wieczór.
***********
Podjechałam taxówką na ulice która była w liście. To miejsce było cudne tak jak i jego nazwa, rzeka płynąca pod mostem na którym było zawieszone miliony kłódek zakochanych wyglądało dokładnie tak samo jak w Wenecji. Wchodząc na most i patrząc się na księżyc odbijający się w wodzie czekałam na Tomka. Poczułam jak ktoś łapię mnie w tali i odwraca całując namiętnie w usta. Coś pięknego. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Niebieskie oczy Tomka, uśmiechnęłam się i rzuciłam się mu na szyję. Przytulaliśmy się przed długi czas, szeptałam do uszu Tomka że przepraszam go za dzisiaj i już to się więcej nie powtórzy. On za to powiedział, że nie mam go za co przepraszać. Kiedy w końcu się od siebie odkleiliśmy Tomek Wyją z marynarki kłódkę i przypiął ją do mostu.
-Madzia czy chcesz być ze mną już na zawsze ? - Powiedział, kiedy chwilą wybuchnęliśmy śmiechem.
-No pewnie, że tak - Pocałował kluczyk i wrzucił go do wody. Nagle kapnęła na mnie kropla wody.
-Chodźmy już bo chyba zaraz będzie padać. - Pociągnęłam go za rękę.
-Czekaj. - Powiedział z powrotem przyciągając mnie do siebie. Klękną przed mną na kolanach i wyją z kieszeni pierścionek.
-Wyjdziesz za mnie ? - Nie wiedziałam co zrobić, odjęło mi głos.
-T..t...t..TAK!! - Świeczki stanęły mi w oczach, nałożył mi pierścionek, wstał i zaczął całować. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Lecz oczywiście zlał nas deszcz jak to zawsze jest na filmach. Tomek zdjął swój żakiet i dał mi go aby za bardzo nie zlał mnie deszcz. Po wszystkim pojechaliśmy do hotelu, a że wszyscy pojechali na dyskoteke zostaliśmy razem zupełnie sami ......
Rozdział 17
-No Cześć – Powiedziałam nie pewnie patrząc na niego .
-Cześć – Powiedział również odwracając wzrok. Złapałam go za rękę i pocałowałam w zabandażowane czoło, od razu się wyrwał.
-Ja naprawdę nie wiem, co tej Kance w ogóle strzeliło do głowy, przecież ja tylko ciebie kocham i jej brata nawet nie zna… - Nie dokończyłam, kiedy podniósł się, złapał mnie za policzki i namiętnie pocałował. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, spuściłam głowę i zrobiłam się cała czerwona.
-Wszystko wiem i rozumiem, ale wydaje mi się, że musimy zrobić sobie chwilę przerwy. Też cię bardzo kocham. Ale chyb… - Nie skończył bo tym razem ja go pocałowałam. Nie mogłam już tego po prostu słuchać.
-Sorry, ale za dużo gadasz. – Uśmiechnęliśmy się i postanowiliśmy że to dobry plan. W końcu za miesiąc znów się zobaczymy. A tym czasem damy sobie kolejną szanse jak wyzdrowieje i przyjedzie znów do Polski. Wozzo pogadał też z Torresem i postanowili że już będzie wszystko okey ,jeżeli nie będą sobie odbijać nawzajem dziewczyn. Czyli jak na razie wszystko powoli się układa.
U Magdy :
Czekaliśmy razem z Tomsonem na korytarzu i kiedy zobaczyliśmy uchylającą się klamkę od razu wstaliśmy. Wychodząca z pokoju Basia podbiegła do nas ściskając jak najmocniej się da. Opowiedziała, że już wszystko jest i będzie dobrze. Na szczęście. Teraz wszyscy jedziemy nad ocean, wyluzować się i popływać.
******
Kilka godzin później byliśmy już w domu, niestety nie było zbyt dobrze ponieważ Basia całą noc przepłakała z powodu bólu zęba. Z samego pojedziemy do dentysty i mam nadzieje ,że jej to przejdzie bo może i ją będzie bolał ząb, ale nam pękną głowy .
*****
Nie mam zielonego pojęcia ile godzin spałam. Wiadomo mi tylko, że telefon budzący mnie prawie wylądował za oknem. Podeszłam ledwo wstając do łóżka Basi, jej policzek był cały spuchnięty. Obudziłam ją i poszłam ledwo żywa do lodówki po lody przykładając je do jej policzka.
-Jestem pełna wigoru i werwy - Powtarzałam sobie w myślach słowa Bartka. Hahaha.
Przez pierwszą godzinę było dobrze, ale kiedy się ogarnęłyśmy żeby jechać do dentysty, było coraz gorzej. Ale to dopiero początek bo kiedy byłyśmy w poczekalni okazało się że Basia tragicznie boi się dentysty i musiałam się z nią szarpać żeby w ogóle tam weszła. Heh.. zęby to jej czuły punkt. Kiedy przytargałam ją na fotel dentystyczny, na chwile się uspokoiła. Kiedy lekarz kazał otworzyć jej usta i wsadzając palce do środka aby zobaczyć co jej dolega, ta go tak ugryzła i nie chciała puszczać, aż w końcu przestała mu dopływać krew. Pielęgniarka pomagając mu, wzięła wielką strzykawkę w której był jakiś płyn jednocześnie otumiający i rozśmieszający i w strzyknęła Basi go w ramie, po czym złapała za jakąś szmatkę owijając palec doktora, zatrzymując krwotok i z nim gdzieś poszła. Nie wiedziałam co zrobić, siadłam obok Basi i zaczęłam się śmiać. Ona zresztą też po tej dawce.
-Ciekawe gdzie oni poszli, przecież krwotok nie był taki duży. Może mają jakiś romans i tajemnice przed personelem – Powiedziałam do Basi, z czego ona ze zwykłego śmiechu wybuchnęła jeszcze większym.
-Co prawda, to prawda. Jesteśmy pojebane pozytywnie, ale przynajmniej nie mamy przed sobą Tajemnic. – I znów śmiech.
-Ja mam taką małą tajemnice, ale ciii ! Nie mogę jej nikomu powiedzieć !
-Co jaką tajemnicę ?! Mi możesz powiedzieć. – Spytałam się jej z ciekawością jaką ma przed mną tajemnicę. Złapała mnie za głowę pociągnęła do siebie i zaczęła szeptać do ucha, pośmiechujac.
-Obiecaj, że nie powiesz nic temu…. no… Tomsonowi, że ci powiedziałam.
-Obiecam.
-Bo ja się z nim pocałowałam. Jak ciebie nie było. – Na początku pomyślałam sobie, że to prawda i miałam ochotę z tam tond wyjść i się popłakać.. moja przyjaciółka całuje się z moim chłopakiem za moimi plecami, ale chwila olśnienia .... mogła po prostu bredzić i gadać głupoty. Jednego byłam pewna. Muszę to sprawdzić. Gdy przyszedł doktor wyszłam na korytarz, poczekałam chwilkę i zawiozłam śpiącą, zmęczoną i normalną już Basie, do hotelu.
-Cześć – Powiedział również odwracając wzrok. Złapałam go za rękę i pocałowałam w zabandażowane czoło, od razu się wyrwał.
-Ja naprawdę nie wiem, co tej Kance w ogóle strzeliło do głowy, przecież ja tylko ciebie kocham i jej brata nawet nie zna… - Nie dokończyłam, kiedy podniósł się, złapał mnie za policzki i namiętnie pocałował. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, spuściłam głowę i zrobiłam się cała czerwona.
-Wszystko wiem i rozumiem, ale wydaje mi się, że musimy zrobić sobie chwilę przerwy. Też cię bardzo kocham. Ale chyb… - Nie skończył bo tym razem ja go pocałowałam. Nie mogłam już tego po prostu słuchać.
-Sorry, ale za dużo gadasz. – Uśmiechnęliśmy się i postanowiliśmy że to dobry plan. W końcu za miesiąc znów się zobaczymy. A tym czasem damy sobie kolejną szanse jak wyzdrowieje i przyjedzie znów do Polski. Wozzo pogadał też z Torresem i postanowili że już będzie wszystko okey ,jeżeli nie będą sobie odbijać nawzajem dziewczyn. Czyli jak na razie wszystko powoli się układa.
U Magdy :
Czekaliśmy razem z Tomsonem na korytarzu i kiedy zobaczyliśmy uchylającą się klamkę od razu wstaliśmy. Wychodząca z pokoju Basia podbiegła do nas ściskając jak najmocniej się da. Opowiedziała, że już wszystko jest i będzie dobrze. Na szczęście. Teraz wszyscy jedziemy nad ocean, wyluzować się i popływać.
******
Kilka godzin później byliśmy już w domu, niestety nie było zbyt dobrze ponieważ Basia całą noc przepłakała z powodu bólu zęba. Z samego pojedziemy do dentysty i mam nadzieje ,że jej to przejdzie bo może i ją będzie bolał ząb, ale nam pękną głowy .
*****
Nie mam zielonego pojęcia ile godzin spałam. Wiadomo mi tylko, że telefon budzący mnie prawie wylądował za oknem. Podeszłam ledwo wstając do łóżka Basi, jej policzek był cały spuchnięty. Obudziłam ją i poszłam ledwo żywa do lodówki po lody przykładając je do jej policzka.
-Jestem pełna wigoru i werwy - Powtarzałam sobie w myślach słowa Bartka. Hahaha.
Przez pierwszą godzinę było dobrze, ale kiedy się ogarnęłyśmy żeby jechać do dentysty, było coraz gorzej. Ale to dopiero początek bo kiedy byłyśmy w poczekalni okazało się że Basia tragicznie boi się dentysty i musiałam się z nią szarpać żeby w ogóle tam weszła. Heh.. zęby to jej czuły punkt. Kiedy przytargałam ją na fotel dentystyczny, na chwile się uspokoiła. Kiedy lekarz kazał otworzyć jej usta i wsadzając palce do środka aby zobaczyć co jej dolega, ta go tak ugryzła i nie chciała puszczać, aż w końcu przestała mu dopływać krew. Pielęgniarka pomagając mu, wzięła wielką strzykawkę w której był jakiś płyn jednocześnie otumiający i rozśmieszający i w strzyknęła Basi go w ramie, po czym złapała za jakąś szmatkę owijając palec doktora, zatrzymując krwotok i z nim gdzieś poszła. Nie wiedziałam co zrobić, siadłam obok Basi i zaczęłam się śmiać. Ona zresztą też po tej dawce.
-Ciekawe gdzie oni poszli, przecież krwotok nie był taki duży. Może mają jakiś romans i tajemnice przed personelem – Powiedziałam do Basi, z czego ona ze zwykłego śmiechu wybuchnęła jeszcze większym.
-Co prawda, to prawda. Jesteśmy pojebane pozytywnie, ale przynajmniej nie mamy przed sobą Tajemnic. – I znów śmiech.
-Ja mam taką małą tajemnice, ale ciii ! Nie mogę jej nikomu powiedzieć !
-Co jaką tajemnicę ?! Mi możesz powiedzieć. – Spytałam się jej z ciekawością jaką ma przed mną tajemnicę. Złapała mnie za głowę pociągnęła do siebie i zaczęła szeptać do ucha, pośmiechujac.
-Obiecaj, że nie powiesz nic temu…. no… Tomsonowi, że ci powiedziałam.
-Obiecam.
-Bo ja się z nim pocałowałam. Jak ciebie nie było. – Na początku pomyślałam sobie, że to prawda i miałam ochotę z tam tond wyjść i się popłakać.. moja przyjaciółka całuje się z moim chłopakiem za moimi plecami, ale chwila olśnienia .... mogła po prostu bredzić i gadać głupoty. Jednego byłam pewna. Muszę to sprawdzić. Gdy przyszedł doktor wyszłam na korytarz, poczekałam chwilkę i zawiozłam śpiącą, zmęczoną i normalną już Basie, do hotelu.
Rozdział 16
Obudziłam się rano na łóżku z bólem głowy, po prostu wielki kac. Obok łóżka leżało pełno siatek z ciuchami. W całym apartamencie śmierdziało alkoholem, a nogi miałam strasznie obolałe. Zaczęłam szturchać Basie, aby wstała bo niedługo mamy wybierać się do Wojtka. Chłopaków na prawdę nie chciałam budzić.. tak słodko spali ale mus to mus. Trzeba iść do przyjaciela. Biorąc szybki prysznic, myślałam o tym jak Wojtek się czuje. Wyszłam, a po mnie poleciała od razu Basia. Ja, biorąc Nowe ciuchy ubrałam się w kremową sukienkę i zwykłe, klasyczne szpilki. Zrobiłam sobie zgrabnego koczka, a na oczach miałam kreski. Ale to nic, w porównaniu do Basi gdy wyszła z toalety. Na głowie miała długie blond loki, oczy i usta były ślicznie pomalowane. Na sobie miała śliczną, czarną sukienkę i naszyjnik z krzyżem zwisający z szyi, a szpilki czarne z tyłu pokryte ćwiekami. Wszystko się ślicznie ze sobą komponowało, nie mówiąc już o tym że jej duże, żółto (blond jak ja to mówię) zielone oczy, z tego wszystkiego się wyróżniały.
-Dobra ja już jestem gotowa, ty też. A co z chłopakami ? – Spytała.
-Chłopaki już na nas czekają. – Powiedziałam uśmiechając się. Schodziłyśmy już po schodach widząc jak w holu stoją chłopcy. Kiedy usłyszeli dźwięk schodzących szpilek wszyscy spojrzeli się w naszą stronę, a my czułyśmy się jak jakieś księżniczki.
-Ale pięknie wyglądacie - powiedział Tomek kiedy reszta chłopaków tylko sie w nas wgapiała. Przytulił mnie, całując w usta i podnosząc do góry. Wyszliśmy z hotelu i pojechaliśmy prosto do szpitala. Lekarz powiedział, że wszyscy na ras nie mogą wejść . Więc zrobiliśmy tak że na początek pójdzie jedna grupka potem druga, i trzecia.
U Basi:
Jestem po prostu kłębkiem nerwów. Naprawdę nie wiem jak mogę zareagować na to w jakim stanie on jest, nie mówiąc już o tym że kiedy on mnie zobaczy może się tym bardziej zdenerwować. Nasza trójka wchodzi jako ostatnia. Na szczęście Bo mam przy najmniej czas ochłonąć przed wejściem. Kiedy druga grupa już wyszła, ja spanikowałam. Bardzo chciałam tam wejść, ale tak się bałam że wybiegłam do parku obok szpitala. Około jakiś 15 minut zaczęła dzwonić do mnie Magda.
-Halo, gdzie ty jesteś ! cały czas ciebie szukamy !
-Przepraszam naprawdę! Spanikowałam, nie wiem co się ze mną dzieje.
-To lepiej nie panikuj i wracaj do póki masz szanse jeszcze się spotkać z Wojtkiem, bo kiedy mu powiedziałam o tobie, od razu wyzdrowiał i chciał z tobą pogadać. – Słysząc to rzuciłam słuchawką i czym prędzej pobiegłam do szpitala. Łapiąc za klamkę od drzwi do pokoju Wojtka, złapałam głęboki oddech i weszłam. Biedactwo miało nogę i rękę gipsie nie wspominając już o karku i kilkunastu sinikach. Weszłam siadłam obok niego, a on delikatnie odwrócił głowę w moją stronę uśmiechając się.
-Dobra ja już jestem gotowa, ty też. A co z chłopakami ? – Spytała.
-Chłopaki już na nas czekają. – Powiedziałam uśmiechając się. Schodziłyśmy już po schodach widząc jak w holu stoją chłopcy. Kiedy usłyszeli dźwięk schodzących szpilek wszyscy spojrzeli się w naszą stronę, a my czułyśmy się jak jakieś księżniczki.
-Ale pięknie wyglądacie - powiedział Tomek kiedy reszta chłopaków tylko sie w nas wgapiała. Przytulił mnie, całując w usta i podnosząc do góry. Wyszliśmy z hotelu i pojechaliśmy prosto do szpitala. Lekarz powiedział, że wszyscy na ras nie mogą wejść . Więc zrobiliśmy tak że na początek pójdzie jedna grupka potem druga, i trzecia.
U Basi:
Jestem po prostu kłębkiem nerwów. Naprawdę nie wiem jak mogę zareagować na to w jakim stanie on jest, nie mówiąc już o tym że kiedy on mnie zobaczy może się tym bardziej zdenerwować. Nasza trójka wchodzi jako ostatnia. Na szczęście Bo mam przy najmniej czas ochłonąć przed wejściem. Kiedy druga grupa już wyszła, ja spanikowałam. Bardzo chciałam tam wejść, ale tak się bałam że wybiegłam do parku obok szpitala. Około jakiś 15 minut zaczęła dzwonić do mnie Magda.
-Halo, gdzie ty jesteś ! cały czas ciebie szukamy !
-Przepraszam naprawdę! Spanikowałam, nie wiem co się ze mną dzieje.
-To lepiej nie panikuj i wracaj do póki masz szanse jeszcze się spotkać z Wojtkiem, bo kiedy mu powiedziałam o tobie, od razu wyzdrowiał i chciał z tobą pogadać. – Słysząc to rzuciłam słuchawką i czym prędzej pobiegłam do szpitala. Łapiąc za klamkę od drzwi do pokoju Wojtka, złapałam głęboki oddech i weszłam. Biedactwo miało nogę i rękę gipsie nie wspominając już o karku i kilkunastu sinikach. Weszłam siadłam obok niego, a on delikatnie odwrócił głowę w moją stronę uśmiechając się.
Rozdział 15
Obudziła mnie mówiąca przez megafon stewardessa o tym ,że nie długo zbliża się koniec lotu, Basia nie spała zapewne dlatego, że targały nią nerwy i emocje jak na jej widok może zareagować Wojtek.
-O już nie śpisz, ja się mocno denerwuje. – Powiedziała Basia. Widać było że jest strasznie zdenerwowana.
-Czemu się martwisz, wyluzuj. – powiedziałem uśmiechając się do niej, po czym odwzajemniła uśmiech.
-Basia obiecaj mi, że to co się stało w szpitalu zostanie między nami.
-Oczywiście, nie możemy nikomu powiedzieć o naszym pocałunku. – Spojrzała na mnie twardą miną, po chwili odwracając wzrok w stronę okna. Jeszcze pięć minut i lądujemy.
U Magdy:
Spałam spokojnie kiedy poczułam jak ktoś zaczyna mnie szturchać. Otworzyłam oczy i zobaczyłam rozmazaną Basie, szybko je otarłam i rozciągnęłam się.
-Co ?! Już dojechaliśmy - Spytałam z niepokojem.
-Tak już wszyscy zdążyli wyjść miałaś bardzo mocny sen. – Powiedziała uśmiechając się i wychodząc z samolotu z walizką. Zabrałam szybko moje graty i wyleciałam jak burza z samolotu, bardzo nie lubię takich podróży. Może to dlatego przespałam całą drogę. Na lotnisko przyjechały dwie taksówki, jedną pojechałam ja, Basia, Tomek, Adam i Bartek, a drugą reszta. Droga była krótka, a mimo to brało mnie na wymioty. Najpierw pojechaliśmy do hotelu, rozpakowaliśmy swoje rzeczy i umyliśmy się. Dziś niestety nie możemy odwiedzić Wojtka, dlatego postanowiłam że zabiorę Basia ze sobą na zakupy aby trochę się rozluźniła, a Tomek i reszta postanowili, że zrobią sobie męski wieczór. Nowy York jest bardzo dużym miastem, ale my nie zwracałyśmy na to uwagi. Jestem nie chwaląc się nawet bogata wiec nie oszczędzałam pieniędzy i wyruszyłyśmy do najdroższych sklepów jakie mogły by tu być. Ja oczywiście kaleka, może i potrafiła bym się dogadać z Amerykaninem ale na migi. Za to Basia płynnie mówi po angielsku i zakupy szły nam bez problemu. Zajęło nam to około kilku godzin. Nowy York wygląda ślicznie w nocy, po zakupach całe padnięte postanowiłyśmy wpaść do baru i oblać nasze wszystkie problemy. Zamówiłyśmy najdroższe drinki i szalałyśmy na parkiecie, w końcu to był nasz wieczór. Oczywiście martwiłam się o Wojtka nie mówiąc już o Basi, ale naprawdę przydała nam się taka dawka odpoczynku. Byłyśmy kompletnie pijane, chłopaki zapewnie też, więc postanowiłyśmy że nie będziemy do nich dzwonić. Po taxi też nie chciałyśmy dzwonić ze względu na to, że nie chciało nam się w śród tych zakupów szukać portfela. Zdjęłyśmy szpilki i zachrzaniałyśmy na boso do hotelu.
-O już nie śpisz, ja się mocno denerwuje. – Powiedziała Basia. Widać było że jest strasznie zdenerwowana.
-Czemu się martwisz, wyluzuj. – powiedziałem uśmiechając się do niej, po czym odwzajemniła uśmiech.
-Basia obiecaj mi, że to co się stało w szpitalu zostanie między nami.
-Oczywiście, nie możemy nikomu powiedzieć o naszym pocałunku. – Spojrzała na mnie twardą miną, po chwili odwracając wzrok w stronę okna. Jeszcze pięć minut i lądujemy.
U Magdy:
Spałam spokojnie kiedy poczułam jak ktoś zaczyna mnie szturchać. Otworzyłam oczy i zobaczyłam rozmazaną Basie, szybko je otarłam i rozciągnęłam się.
-Co ?! Już dojechaliśmy - Spytałam z niepokojem.
-Tak już wszyscy zdążyli wyjść miałaś bardzo mocny sen. – Powiedziała uśmiechając się i wychodząc z samolotu z walizką. Zabrałam szybko moje graty i wyleciałam jak burza z samolotu, bardzo nie lubię takich podróży. Może to dlatego przespałam całą drogę. Na lotnisko przyjechały dwie taksówki, jedną pojechałam ja, Basia, Tomek, Adam i Bartek, a drugą reszta. Droga była krótka, a mimo to brało mnie na wymioty. Najpierw pojechaliśmy do hotelu, rozpakowaliśmy swoje rzeczy i umyliśmy się. Dziś niestety nie możemy odwiedzić Wojtka, dlatego postanowiłam że zabiorę Basia ze sobą na zakupy aby trochę się rozluźniła, a Tomek i reszta postanowili, że zrobią sobie męski wieczór. Nowy York jest bardzo dużym miastem, ale my nie zwracałyśmy na to uwagi. Jestem nie chwaląc się nawet bogata wiec nie oszczędzałam pieniędzy i wyruszyłyśmy do najdroższych sklepów jakie mogły by tu być. Ja oczywiście kaleka, może i potrafiła bym się dogadać z Amerykaninem ale na migi. Za to Basia płynnie mówi po angielsku i zakupy szły nam bez problemu. Zajęło nam to około kilku godzin. Nowy York wygląda ślicznie w nocy, po zakupach całe padnięte postanowiłyśmy wpaść do baru i oblać nasze wszystkie problemy. Zamówiłyśmy najdroższe drinki i szalałyśmy na parkiecie, w końcu to był nasz wieczór. Oczywiście martwiłam się o Wojtka nie mówiąc już o Basi, ale naprawdę przydała nam się taka dawka odpoczynku. Byłyśmy kompletnie pijane, chłopaki zapewnie też, więc postanowiłyśmy że nie będziemy do nich dzwonić. Po taxi też nie chciałyśmy dzwonić ze względu na to, że nie chciało nam się w śród tych zakupów szukać portfela. Zdjęłyśmy szpilki i zachrzaniałyśmy na boso do hotelu.
Rozdział 14
Kiedy lekarz już do nas podchodził w kieszeni zaczął dzwonić mi telefon.
- Kto to może być ? - Powiedziałam do Tomka, patrząc na niego dziwnym wzrokiem. Numer był nieznany.
-Pójdę odebrać, a ty pogadaj z lekarzem. - Tomek kiwną głową, a ja odeszłam kawałek .
U Tomka:
-Pana dziewczyna jest już w dobrym stanie. Jeszcze kilka badań i może ją pan odebrać zajmie to około godziny. - Powiedział do mnie lekarz.
-Dobrze dziękuje. Ale to nie jest moja dziewczyna.
-Nie ? To przepraszam... Po prostu stwierdziłem to po tym jak pan się świetnie nią zajmuje. - Cały się zaczerwieniłem, nie wiem czemu. Basia była ładna i fajna, ale to tylko moja przyjaciółka, do Madzi czuje coś więcej.
-A tak miedzy nami mógł bym autograf dla córki ? - Zgodziłem się, dałem mu autograf i po chwili przyszła Madzia.
-No cześć, dzwonili z banku. Takie tam głupoty. I co z Basią?
-Wszystko okey. Za godzinę będzie mogła wyjść.
-To dobrze jestem strasznie zmęczona. - Powiedziała wtulając się we mnie i zasypiając. A ja cały czas myślałem o tym co powiedział lekarz. Po dziesięciu minutach Madzia się obudziła, wzięła od mnie kluczyki i pojechała do domu zabrać kilka rzeczy moich, swoich i Basi oraz przy okazji wziąść szybki prysznic. Magdy nadal nie było, zobaczyłem jak Basia wychodzi już z sali badań. Korytarz był cały pusty, a w recepcji siedział tylko tłusty facet który prawie usypiał.
-Przepraszam was. - Powiedziała, z smutkiem w oczach, siadając obok mnie.
-Nic się nie stało nie przejmuj się już tym.
-Gdzie jest Magda ? - Spytała spuszczając głowę w dół. Miałem przez chwilę wrażenie, że łza spływa jej na podłogę. Powiedziałem że pojechała do domu po kilka rzeczy. Wyprostowała się i oparła głowę o ścianę.
-Dziękuje, za to że kiedy was potrzebowałam byliście przy mnie. - Nastała cisza, spojrzała się głęboko w moje oczy i wtedy była moja i jej chwila słabości, po prostu pocałowaliśmy się, szybko odpychając.
-Przepraszam. - Powiedziałem
-Nie to ja przepraszam. Jesteśmy bardzo zmęczeni, a mi po prostu brakuje Wojtka. - Po tych słowach siedzieliśmy cały czas cicho czekając na Magdę. Kiedy już przyjechała, pojechaliśmy na lotnisko. Całe Afro już było pousadzane w samolocie, siedliśmy na swoich miejscach i pousypialiśmy. Przed nami jeszcze cztery godziny drogi i witaj NYC.
- Kto to może być ? - Powiedziałam do Tomka, patrząc na niego dziwnym wzrokiem. Numer był nieznany.
-Pójdę odebrać, a ty pogadaj z lekarzem. - Tomek kiwną głową, a ja odeszłam kawałek .
U Tomka:
-Pana dziewczyna jest już w dobrym stanie. Jeszcze kilka badań i może ją pan odebrać zajmie to około godziny. - Powiedział do mnie lekarz.
-Dobrze dziękuje. Ale to nie jest moja dziewczyna.
-Nie ? To przepraszam... Po prostu stwierdziłem to po tym jak pan się świetnie nią zajmuje. - Cały się zaczerwieniłem, nie wiem czemu. Basia była ładna i fajna, ale to tylko moja przyjaciółka, do Madzi czuje coś więcej.
-A tak miedzy nami mógł bym autograf dla córki ? - Zgodziłem się, dałem mu autograf i po chwili przyszła Madzia.
-No cześć, dzwonili z banku. Takie tam głupoty. I co z Basią?
-Wszystko okey. Za godzinę będzie mogła wyjść.
-To dobrze jestem strasznie zmęczona. - Powiedziała wtulając się we mnie i zasypiając. A ja cały czas myślałem o tym co powiedział lekarz. Po dziesięciu minutach Madzia się obudziła, wzięła od mnie kluczyki i pojechała do domu zabrać kilka rzeczy moich, swoich i Basi oraz przy okazji wziąść szybki prysznic. Magdy nadal nie było, zobaczyłem jak Basia wychodzi już z sali badań. Korytarz był cały pusty, a w recepcji siedział tylko tłusty facet który prawie usypiał.
-Przepraszam was. - Powiedziała, z smutkiem w oczach, siadając obok mnie.
-Nic się nie stało nie przejmuj się już tym.
-Gdzie jest Magda ? - Spytała spuszczając głowę w dół. Miałem przez chwilę wrażenie, że łza spływa jej na podłogę. Powiedziałem że pojechała do domu po kilka rzeczy. Wyprostowała się i oparła głowę o ścianę.
-Dziękuje, za to że kiedy was potrzebowałam byliście przy mnie. - Nastała cisza, spojrzała się głęboko w moje oczy i wtedy była moja i jej chwila słabości, po prostu pocałowaliśmy się, szybko odpychając.
-Przepraszam. - Powiedziałem
-Nie to ja przepraszam. Jesteśmy bardzo zmęczeni, a mi po prostu brakuje Wojtka. - Po tych słowach siedzieliśmy cały czas cicho czekając na Magdę. Kiedy już przyjechała, pojechaliśmy na lotnisko. Całe Afro już było pousadzane w samolocie, siedliśmy na swoich miejscach i pousypialiśmy. Przed nami jeszcze cztery godziny drogi i witaj NYC.
Rozdział 13
Po rozłączeniu się od razu zaczęłam płakać.
-Co się stało. ? – Spytał przestraszony Tomek. Wszystko mu od razu opowiedziałam. Złapał się za głowę, wziął szybki prysznic i od razu pojechał do menadżera. Reszta zespołu dowiedziała się o tym migiem i kupiła bilety do NYC, dla każdego, nawet Basi chodź wiedzieli już o całej sytuacji.Myślałam tylko „Kurde.. Co ja jej do cholery powiem?” Szybko zeszłam na duł do pokoju gościnnego, Basia nadal spała. Nie chciałam jej budzić, ale pewnie by mnie zabiła gdybym tego nie zrobiła, więc od razu zaczęłam ją szturchać.
-Co się dzieje, gdzie ja jestem ? Czemu płaczesz ? – Spytała nieprzytomna.
- Proszę, obiecaj mi że cokolwiek ci powiem, nie będziesz płakać. – Spojrzała od razu we mnie z łzami w oczach.
- Wojtek znajduje się teraz w szpitalu, w stanach miał katastrofę lotniczą, jest w ciężkim stanie.
-Czy ty jesteś jakaś nienormalna… ? Jak mogła bym nie płakać? Co ty byś zrobiła gdyby Tomek…. – Nie dokończyła od razu pobiegła do toalety i zamknęła się na klucz. Zaczęłam walić w drzwi.
- Baśka ! Otwieraj !
-Nie To wszystko moja wina ! Gdybym nie pocałowała się wtedy z Torresem wszystko by…. – Nagle wszystko ucichło. Zaczęłam walić w te drzwi jak szalona. Nie wiedziałam co mogło tam się stać, nikt się nie odzywał. Wzięłam zapasowe klucze od drzwi, i tak byłam zdenerwowana ,że chyba je wywarzyłam a nie otworzyłam. Leżała w środku w kałuży krwi. Pierwsze co zrobiłam, to złapałam za telefon wykręciłam Numer na karetkę i ucisnęłam przepaską krwotok. Kiedy pomoc była już na miejscu, oznajmili że gdybym nie zrobiła ucisku, Basia mogła by już nie żyć. Pojechałam z nią do szpitala i czekałam na skończenie wszystkich badań. Usłyszałam jak zaczął dzwonić mi telefon, w sumie było jasne że to Tomek. Opowiedziałam mu o tej całej sytuacji, jak Basia zareagowała na wiadomość o wypadku.
- Co jej strzeliło do głowy? Czy ona już całkiem oszalała? Zaraz tam będę. – Powiedział zdenerwowany, a ja w końcu mogłam chwilę odsapnąć. Dziesięć minut później był już na miejscu.
-I jak tam z Basią ? Wylot mamy za jakieś pięć godzin. Cała trasa koncertowa do dupy, odwołana.
W tej chwili wszedł lekarz mam nadzieje że ma dobre wieści.
-Co się stało. ? – Spytał przestraszony Tomek. Wszystko mu od razu opowiedziałam. Złapał się za głowę, wziął szybki prysznic i od razu pojechał do menadżera. Reszta zespołu dowiedziała się o tym migiem i kupiła bilety do NYC, dla każdego, nawet Basi chodź wiedzieli już o całej sytuacji.Myślałam tylko „Kurde.. Co ja jej do cholery powiem?” Szybko zeszłam na duł do pokoju gościnnego, Basia nadal spała. Nie chciałam jej budzić, ale pewnie by mnie zabiła gdybym tego nie zrobiła, więc od razu zaczęłam ją szturchać.
-Co się dzieje, gdzie ja jestem ? Czemu płaczesz ? – Spytała nieprzytomna.
- Proszę, obiecaj mi że cokolwiek ci powiem, nie będziesz płakać. – Spojrzała od razu we mnie z łzami w oczach.
- Wojtek znajduje się teraz w szpitalu, w stanach miał katastrofę lotniczą, jest w ciężkim stanie.
-Czy ty jesteś jakaś nienormalna… ? Jak mogła bym nie płakać? Co ty byś zrobiła gdyby Tomek…. – Nie dokończyła od razu pobiegła do toalety i zamknęła się na klucz. Zaczęłam walić w drzwi.
- Baśka ! Otwieraj !
-Nie To wszystko moja wina ! Gdybym nie pocałowała się wtedy z Torresem wszystko by…. – Nagle wszystko ucichło. Zaczęłam walić w te drzwi jak szalona. Nie wiedziałam co mogło tam się stać, nikt się nie odzywał. Wzięłam zapasowe klucze od drzwi, i tak byłam zdenerwowana ,że chyba je wywarzyłam a nie otworzyłam. Leżała w środku w kałuży krwi. Pierwsze co zrobiłam, to złapałam za telefon wykręciłam Numer na karetkę i ucisnęłam przepaską krwotok. Kiedy pomoc była już na miejscu, oznajmili że gdybym nie zrobiła ucisku, Basia mogła by już nie żyć. Pojechałam z nią do szpitala i czekałam na skończenie wszystkich badań. Usłyszałam jak zaczął dzwonić mi telefon, w sumie było jasne że to Tomek. Opowiedziałam mu o tej całej sytuacji, jak Basia zareagowała na wiadomość o wypadku.
- Co jej strzeliło do głowy? Czy ona już całkiem oszalała? Zaraz tam będę. – Powiedział zdenerwowany, a ja w końcu mogłam chwilę odsapnąć. Dziesięć minut później był już na miejscu.
-I jak tam z Basią ? Wylot mamy za jakieś pięć godzin. Cała trasa koncertowa do dupy, odwołana.
W tej chwili wszedł lekarz mam nadzieje że ma dobre wieści.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)